Budzik. Przeklęty wynalazek ludzkości.
Powoli wygramoliłam się z łóżka, które w głębi krzyczało tak
jak ja: „zostań ze mną! Nie niszcz tego związku”. Związku… Nie ważne. Mam wiele rzeczy do załatwienia
tego ranka.
Szybko wskoczyłam w ciemnogranatowe rurki i dość luźny biały t-shirt z jakimś nadrukiem. Nie chciałam się rzucać w oczy. To była jedyna
rzecz, która miała pozostać niezmienna od czasów szkolnych w Nashville. Wychodząc z pokoju wstąpiłam do łazienki ,
gdzie musnęłam moją twarz małą ilością pudru i wytuszowałam i tak długie rzęsy.
Jasnobrązowe kosmyki włosów lekko falowały, więc przeczesałam je delikatnie
grzebieniem i pozwoliłam opaść na plecy niemal całe je zakrywając. Było dość
wcześnie, a ja mimo to znów odmówiłam babci zjedzenia śniadania. Zobaczyłam grymas niezadowolenia na jej
twarzy, ale jednak postawiłam na swoim.
-Pamiętasz, że miałam
walczyć o swoje?- rzuciłam, a babcia znów zmarszczyła brwi.- Przecież i tak
wiesz, że do tej pory wszystkie twoje kanapki
zbierał pod stołem Leon.- posmutniałam, gdy przypomniałam sobie czarnego
kundla, który pożegnał się ze światem pół roku temu.
-Ale nie pozwolę ci robić ze swoim zdrowiem co tylko ze
chcesz.- podeszła do mnie i niemal siłą wepchnęła do mi do buzi kanapkę.
-Muszę lecieć!- krzyknęłam, gdy tylko babcia odwróciła się
do mnie plecami. Złapałam za plecak, włożyłam białe trampki i wybiegłam na
ulicę przełykając resztki kanapki.
Droga zajęła mi jakieś 30 minut. Nie spieszyłam się. Nie
wydarzyło się także nic co mnie opóźniło. Żadnych przystojnych sąsiadów, którzy
zatrzymaliby się przede mną oferując podwózkę, żadnych przyjaznych dziewczyn
proponujących mi pomoc w orientacji po mieście i szkole. Zupełnie nic. To mi
pasowało. Wiedziałam, gdzie mam iść i stawiałam pewnie kroki słuchając
ulubionej muzyki. Jednak, gdy znalazłam się kilka metrów od wejścia, gdzie
roiło się od nastolatków, moja pewność siebie uleciała i mogłam jej jedynie
pomachać na pożegnanie. Złapałam za szelki plecaka zachowując się trochę jak
przedszkolak i ruszyłam niepewnie przed siebie. Mam swoje zasady. Cholera,
nawet ich nie zapisałam! Czułam jak powoli ogarnia mnie zdenerwowanie. Gdy już
miałam sięgać po klamkę, jakiś chłopak zrobił to przede mną i wpuścił mnie
pierwszą. Słyszałam jeszcze jak wymruczał „ładna” do swojego kumpla. To
naprawdę miłe.
W środku roiło się od ludzi. Niestety. Nawet nie sądziłam,
że ktoś podejdzie do mnie i zapyta, czy
nie wskazać mi drogi. To nie ta opowieść. Postanowiłam przełamać się
pierwsza i podejść do osoby, która wyglądała dość sympatycznie. Chociaż nie raz
przejechałam się na pozorach, teraz musiałam zaryzykować, że nie spotkam
dwulicowej zołzy.
-H-hej.- zaczęłam nie pewnie delikatnie klepiąc niską czarnowłosą
dziewczynę w ramię. – Mogłabyś mi pomóc?
-Cześć! Spoko, w czym problem?- pokazałam jej zmiętą kartkę
papieru z moim planem lekcji i zapytałam o salę, której numer znalazł się w
pierwszej rubryce.- Ok, musisz wejść na pierwsze piętro, potem na lewo. To będą
trzecie drzwi z kolei.- dodała po krótkim zastanowieniu i nawet nie zauważyłam
kiedy zniknęła w tłumie. Nie miałam szans nawet jej podziękować.
Zrozumiałam, że jednak nie mam tego wielkiego szczęścia, że
owa osoba okaże się być moją koleżanką z klasy i bezpiecznie eskortuje mnie pod
same drzwi. Wykonałam jej wszystkie instrukcje i 5 minut przed dzwonkiem
spokojnie oczekiwałam na pojawienie się nauczyciela. Monitorowałam ruchy ludzi
mijających mnie. Patrzyli na mnie jak na całkiem nową zabawkę w ich sklepiku.
Czułam się zażenowana i utkwiłam wzrok w komórce przeglądając bez sensu
skrzynkę odbiorczą, by zająć czymś myśli. Na szczęście niedługo później
pojawiła się dość niska kobieta trzymająca w ręce plik książek. Po otwarciu
sali zajęłam jedno z wolnych miejsc ciesząc się, że moją sąsiadką jest
dziewczyna. Wyglądała na dość skrytą i od razu przypadła mi do gustu. Czym
prędzej podałam jej rękę przedstawiając się z szczerym uśmiechem na ustach.
Teraz zamierzałam tylko tak to robić. Z własnej woli.
-Cześć. Ellie, miło mi.- odpowiedziała miłym głosem. – Od
dawna jesteś w Atlancie?
-Hmm… może minął tydzień.
-Świeża sprawa.- dostrzegłam uśmiech na jej okrągłej twarzy,
na którą od czasu do czasu spadały blond loki.- Jak ci się tu podoba? Jak
szkoła? Chłopaki?
Rozchyliłam lekko usta słysząc ostatnią część jej pytania.
Dziewczyna zaśmiała się cicho i skinęła na mnie bym przysunęła się do niej.
-Za nami siedzi Luke i James. Podsłuchują dosłownie
wszystkich. Nie przestrasz się, ale na pewno mówią o tobie.
No dobra, miałam być twarda. Chyba coś zaczęło mi rujnować
ten plan. Od kilku minut żyłam świadomością, że dla dwóch dość przystojnych
chłopców, jak mówiła Ellie, stałam się
tematem nr 1 do rozmów.
W ciągu reszty czasu w szkole, nie zdarzyło się nic
bardziej stresującego. Nauczycielka dość szybko przedstawiła mnie klasie i w
duszy podziękowałam jej, że nie musiałam wychodzić na środek pomieszczenia i
wygłaszać monolog na temat mojej osoby.
-Wiesz co Ellie? Wrócę sama.- zwróciłam się do blondynki,
gdy mijałam bramę po zakończeniu lekcji.- Chcę jeszcze gdzieś wstąpić. Dziękuję
za dzisiaj.
-Nie ma za co. Bardzo miło było mi cię poznać. Do zobaczenia
jutro!
Ruszyłam dość szybkim krokiem chcąc znaleźć się jak najdalej
od tamtego miejsca. Co prawda nie było tak źle, jednak sama świadomość, że to
szkoła kazała mi się jak najszybciej ulotnić. Wracając pomyślałam o tym co
powiedziała mi wczoraj babcia. Zasady! No tak! Nie chciałam odkładać tego na
później. Coś kazało mi spróbować, chociaż wiedziałam, że to wcale nie będzie
takie łatwe. Postanowiłam wejść do knajpki w centrum miasta. Wybór był
całkowicie przypadkowy, a już po zrobieniu pierwszego kroku zobaczyłam dość
pełny lokal z barem pośrodku. Czym prędzej podeszłam do barmana usadawiając się
na wysokim krześle.
-Mogę poprosić sok pomarańczowy?- zapytałam chłopaka po
dwudziestce czyszczącego szklanki.
-Oczywiście księżniczko.- odparł, a mnie mimowolnie oblał
delikatny rumieniec. Nikt wcześniej tak do mnie nie mówił. Chłopak wrócił po
chwili przynosząc mi zamówienie.- Proszę bardzo.
-Dzięki.
Siedziałam przez chwilę w milczeniu pociągając lekko słomkę
i delektując się słodkim napojem. Byłam naprawdę głupia, gdy się tak
zarumieniłam. Poza tym z pewnością mówi to każdej klientce. Nagle usłyszałam
głośny wybuch śmiechu i odruchowo obróciłam się na krześle. Zobaczyłam
siedzących w kącie chłopaków opróżniających piwo po piwie. Znów, nie
kontrolując swojej twarzy uśmiechnęłam się serdecznie. Może po prostu chciałam
być miła?
-Znasz ich?- zapytał nagle barman, na co pokręciłam
przecząco głową.- To lepiej tam nawet nie patrz, szkoda tej ślicznej buźki.
Słowa chłopaka trochę mnie przeraziły, że zamarłam wpatrując
się w czarny blat. Bałam się odwrócić. Ton głosu barmana był przekonywująco
poważny jednak ja, a raczej moja ciekawość wzięła górę. Odwróciłam się
delikatnie muskając podbródkiem o swoje ramię. Dostrzegłam tam znajomą twarz.
To ten chłopak, który podniósł babci torebkę. Uspokoiłam się sądząc, że ten
koleś jednak ma jakieś sumienie więc nie
mam się czego bać. Zadowolona zwróciłam się znów w stronę baru i wypiłam
resztki soku. Chwyciłam za plecak i wydarłam kartkę z jednego z przypadkowych
zeszytów. Wkrótce w mojej dłoni znalazł się także długopis, którym chwilę potem napisałam nagłówek: „Moje
zasady”.
-Nie posłuchałaś… Ale teraz jeśli nie chcesz mieć problemów
nie reaguj za wszelką cenę.- barman znów się nade mną nachylił.- Zaufaj mi.
Po chwili usłyszałam siarczyste przekleństwa i odgłosy
przepychanki. Siedziałam jak zamurowana żałując, że wcześniej nie posłuchałam
pracownika lokalu. Jestem skończoną idiotką jeśli myślałam, że tutaj spotkam
wyłącznie potulnych jak baranki ludzi gotowych w każdym momencie rzucić
wszystko i wybawić mnie z opresji. Idiotyzm.
Na szczęście po kilku minutach wszystko wróciło do normy. Znów słyszałam
śmiechy i kolejne zamówienia. Spojrzałam jeszcze raz na pustą kartkę i
postanowiłam wreszcie się skupić. Zdjęłam z ręki czarną gumkę, związałam włosy
w dość wysoki niesforny kucyk, by było mi wygodnie. Numerowałam kolejne
linijki, gdy usłyszałam cichy pisk krzesełka obok. Skupiona na swoim zadaniu
nawet nie oderwałam oczu od kartki.
-Twój własny mini-dekalog?- męski głos zwrócił się w moim kierunku.
-Coś w tym stylu.- odparłam, wciąż darząc zainteresowaniem tylko przedmiot przede mną.- Zasady, które pozwolą mi przetrwać i równocześnie pozostać sobą.
-Mogę się założyć, że odkąd mnie poznałaś złamiesz każdą z nich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz