Sky
Dlaczego mnie okłamałaś?- zapytałam najłagodniej jak tylko mogłam.- B.I…
Dlaczego mnie okłamałaś?- zapytałam najłagodniej jak tylko mogłam.- B.I…
-Przepraszam.- Ellie spojrzała na mnie.- Nie jest mi łatwo
mówić o uczuciach.
Uśmiechnęłam się do niej. Nie czułam żalu. Jestem w identycznej sytuacji. Sama
wątpię, czy powiedziałabym jej o tym, że mi się podoba. Na szczęście tak nie
jest. Chociaż dzisiaj wygląda… tak samo jak ostatnio. Wciąż tak samo idealnie.
Stop! Nie mogę myśleć o miłości mojej… kandydatki na przyjaciółkę.
-W porządku.- przytuliłam ją.- Idę po coś do picia.
B.I
Nie chciałem tam jechać. Mój dzisiejszy humor nie należał do
najlepszych. Jednak ten idiota nadal wie jak mnie przekonać. W sumie, gdy drzwi
domu małej Ellie otworzyły się, miałem
ochotę nawet mu podziękować. Co za widoki na powitanie. Sky wyglądała naprawdę uroczo. Gdy dolna warga
opadła nieco w dół kontrolowałem śmiech, pozwalając jedynie na pokazanie
śnieżnobiałych zębów. Co prawda chciałem co innego zrobić z jej ustami, ale
połączyłem je jedynie w jedność. Podobała mi się, ale co zaprzątało moją głowę
to chęć zobaczenia tej ślicznej buźki w furii. W końcu coś obiecałem.
-Co jej powiedziałeś?- Bobby stanął obok mnie, a ja
cierpliwie czekałem na odpowiedź skanując tańczące dziewczyny.
-Że ładnie wygląda.- odparł, a ja niekontrolowanie
zacisnąłem pięść. Nigdy nie wchodziliśmy sobie w paradę. Nie miałem go jednak a
co winić, nie miał pojęcia o moich zamiarach.- A co, nie?
-Przeciętnie.- przewróciłem oczami. Nie kłamałem. Mogła
lepiej się wystroić. Lubię dziewczyny w sukienkach.
Zmarszczyłem delikatnie czoło widząc podążającą w moim
kierunku Haley. Cholera, denerwowała mnie. Była atrakcyjna, trzeba przyznać,
ale … pusta? Dobre słowo. Chociaż rzeczywiście można powiedzieć, że jestem bez
uczuć, nie potrzebowałem dziewczyny, która lgnie do mnie, prosząc tylko i
wyłącznie o bliskość. Tak naprawdę nie potrzebowałem żadnej.
-B.I!- krzyknęła, a ja dopijając resztki napoju odwróciłem
się i ruszyłem w zupełnie inną stronę. Nagle… BUM.
Wpadłem na Ellie. Kurwa. Jeszcze brakuje, żeby mi się tu
rozryczała. Rzeczywiście siła zderzenia mogła ją lekko uszkodzić, ale ja nie
miałem ochoty klepać ją po ramieniu i pocieszać jak małe dziecko, które właśnie
zgubiło ukochaną zabawkę.
-Wszystko OK?- rzuciłem.
-T-tak.- wymamrotała. Podniosła na mnie wzrok i strasznie się speszyła. W końcu jej oczy
powędrowały w innym kierunku. Również tam spojrzałem widząc bacznie obserwującą
nas Sky. Czyżby była zazdrosna? Kąciki moich ust powędrowały do góry.
Dziewczyna natomiast zorientowała się, że prześwietlam ją przenikliwym wzrokiem.
Szybko odwróciła się. To było urocze. Potem przystała na propozycję
przypadkowego kolesia i zaczęła z nim tańczyć. A to już było wkurwiające.
-Na pewno?- zwróciłem się do Ellie starając się brzmieć jak
najbardziej przekonująco. Dla efektu sięgnąłem po kosmyk jej włosów i założyłem
delikatnie za ucho. Poczułem, że jej serce mało nie wyskoczy z piersi. Chyba
naprawdę się zakochała.
Nie lubiłem babrać się w uczucia. Te wszystkie gadki, porady
specjalistów , żeby mówić co leży na sercu.
Ich śnieżnobiały uśmiech i pewność siebie prędzej przekonałaby mnie do
kupienia pasty do zębów niż zmiany osobowości. Dlatego nie bawiłem się
dziewczynami, bo te, z którymi miałem styczność uczuć nie posiadały. Może nawet
to nawet lepiej…
Odwróciłem się na chwilę próbując namierzyć obiekt moich
wyszukanych żartów. Nigdzie jej nie było. Ellie również zniknęła. Zapewne
pobiegła już do swojej przyjaciółki opowiedzieć co się wydarzyło. Szkoda tylko,
że nie było to szczere. Ruszyłem w kierunku kanapy, gdzie Bobby jak widać
świetnie bawił się w towarzystwie. Usiadłem na oparciu sofy, a brunet podał mi
kubek. Siedzieliśmy tak przez chwilę
rozmawiając o niczym specjalnym. Później zakrywałem uszy przed dzikimi
wrzaskami nastolatek, gdy Bobby podwinął do góry swój podkoszulek.
-Już wystarczy.- burknąłem, a entuzjazm dziewczyn wcale nie
malał.
-Chcesz pomacać?
-Wole coś wyżej i u innej płci.- odparłem wywołując śmiech u
chłopaka.
Nagle zauważyłem Sky kierującą się w stronę kuchni. Nerwowo
wciąż poprawiała włosy i intensywnie
kogoś szukała. Mijała właśnie kanapę,
gdy chwyciłem jej nadgarstek. Zdziwiona cofnęła się o kilka kroków stając
prosto przede mną.
-Co?!- spytała unosząc brwi do góry.
-Dlaczego tak nerwowo?
-Dlaczego tak chamsko? Nie odpowiada się pytanie na
pytanie.- odparła już spokojniej kładąc wolną dłoń na biodrze.
-Odpowiada się na moje pytanie.
Przewróciła oczami i już by mnie zignorowała, gdyby nie mój
solidny uścisk, który przyciągnął ją bliżej. Jej oczy powiększyły się
kilkakrotnie eksponując brązowe tęczówki.
-Jakiś problem?- spytałem rozbawiony.
-Tak.- jej ton głosu widocznie się łamał. Po czym próbując
zachować pewność siebie dorzuciła.- Mianowicie… Ty.
Ostatnie słowo wypowiedziała na tyle głośno, by odwrócił się
Bobby i siedzące przy nim wielbicielki. Sky spojrzała na nich niepewnym
wzrokiem. Zaczęła się szarpać jednak wydostanie się z mojego uścisku nie
należało do najłatwiejszych.
-Puścisz mnie?- spytała zaciskając zęby.
Wtedy drugą dłoń położyłem na jej biodrze i przyciągnąłem
tak, że znalazła się między moimi nogami. Odruchowo położyła rękę na mojej
klatce piersiowej, jednak, gdy zauważyła, że patrzę na nią dość chłodno, zaraz
ją cofnęła delikatnie się rumieniąc.
-Teraz już tak.- szepnąłem obracając się w stronę schodów,
gdzie stała Ellie.
Sky
-Ellie, poczekaj!- krzyczałam biegnąc za nią. Dotarłyśmy na
piętro. Dziewczyna zniknęła za jednymi z drzwi donośnie nimi trzaskając.-
Porozmawiaj ze mną!
Bez pukania weszłam do pokoju gdzie na łóżku siedziała
załamana dziewczyna. Podeszłam bliżej i kucnęłam.
-Nie wiem dlaczego on to zrobił.- zaczęłam.- Przecież wiesz,
że uważam go za debila…
-Ale ja kocham tego debila!- wybuchnęła, a ja z zaskoczenia
niemal nie wywróciłam się na tyłek. To zupełna inna Ellie. Ta cicha, drobna
blondynka zniknęła.
Odgarnęłam włosy do tyłu, zaczerpnęłam powietrza i położyłam
dłoń na kolanie. Jak się spodziewałam zaraz ją strąciła. Czułam się źle. Nie chciałam,
by mnie krzywdzono, ale również nie planowałam zrobić tego komuś zupełnie
niewinnemu, jak Ellie.
-Przecież widziałaś, że to on mnie trzymał. Nie miałam jak…
-Jak się uwolnić?- przerwała mi.
-Tak! Dokładnie tak!
-Nie wierzę…- podniosła głowę, bym mogła zobaczyć łzy
spływające po jej policzku. Było mi jej żal, ale z każdym słowem przez nią
wypowiedzianym narastało we mnie zupełnie inne uczucie. Gniew. Zdawałam sobie sprawę, że widok mnie i B.I
mógł ją zranić, jednak to nie moja wina. Nie mogę odpowiadać za kaprysy tego
chłopaka.
-Opowiedziałam ci wszystko. Wszystko! Jak przejął się, gdy
na mnie wpadł… Każdą drobnostkę. Tylko po to, by później cię z nim zobaczyć.
-Wiesz co? Myślałam, że dasz mi wytłumaczyć.- wstałam. – Ale
jak widać nie mam czego szukać.
Zanim wyszłam odwróciłam się jeszcze z nadzieją, że zmieni
swoje zdanie. Nadzieja matką głupich. Wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami.
Schodziłam powoli po schodach i żaliłam się w duszy jakiego mam pecha. Wtedy w
mojej głowie pojawił się obraz B.I, trzymającego mnie blisko siebie. Zrobił to
specjalnie! Cały czas wiedział, że Ellie na nas patrzy!
Szukałam go wzrokiem po salonie pełnym gości, chociaż
gospodyni już dawno zakończyła imprezę. Ścisnęłam dłoń w pięść i podeszłam do
bruneta, gdy wreszcie znalazłam go w tłumie.
-Chodź.- powiedziałam.
Chłopak wciąż stał niewzruszony, jednak chwilę później
czułam, że mnie śledzi. Wyszliśmy na patio. Było dość zimno jednak nie
przejmowałam się tym. W mojej krwi buzowała adrenalina i niecierpliwość, by w
końcu mu wygarnąć. Przez mój umysł przelał się potok słów, jednak nie
wypowiedziałam żadnego. Żadne z nich nie opisywało za kogo go uważałam. Nawet
nie wiem kiedy moja dłoń wylądowała na jego policzku, a spod skóry wydostał się
dźwięk uderzenia. Chyba było mocne.
-Wiedziałeś.- dałam upust najsilniejszym emocjom przez co mój głos brzmiał spokojniej.
-Brawo, Sherlocku.
-Jesteś…
-Dupkiem?- wtrącił się.- Tak, a ty złamiesz wszystkie swoje
zasady, pamiętasz?
-Nie masz swoich?
-Nie.- odparł krótko i przerażająco chłodno.
-Daj już z tym spokój!- krzyknęłam , ale kilka sekund
później zamilkłam widząc, że podchodzi do mnie bliżej.
Moje plecy oparły się o ścianę domu i nie mogłam już zrobić
ani kroku do tyłu. Powoli nad moim ciałem dominację przejął strach. Uniósł
prawą rękę, a ja odruchowo zacisnęłam powieki.
-Myślałaś, że cię uderzę?- zapytał, a ja nie pewnie
otworzyłam oczy. Jego ręka opierała się tuż nad moją głową.- Spokojnie, mam
zas…
-Zasady?- podniosłam na niego wzrok. Zobaczyłam lekkie
zmieszanie.
-Mówiłem już. Nie mam ich.
Staliśmy tak przez chwilę. Wiedziałam, że na mnie patrzy.
Czułam się z tym wyjątkowo źle i marzyłam, by w końcu coś odwróciło jego uwagę.
Wpatrywałam się w jego tors i ramiona. Poczułam wyraźny męski zapach.
-Hanbin, spadamy!- zza drzwi pojawił się Bobby, a ja miałam
ochotę rzucić mu się na szyję w podzięce. B.I jednak ani drgnął.- Stary!
Wreszcie cofnął się i zniknął wraz z przyjacielem.
Nie widziałam najmniejszego sensu, by zostać na imprezie.
Znalazłam z niemałym trudem moją kurtkę i wyszłam na ulicę. Było ciemno, lecz
lampy przyjemnie i nastrojowo oświetlały całe sąsiedztwo. Włożyłam ręce do
kieszeń i podążałam w kierunku mojego domu. Na twarz wkradł się grymas.
Żałowałam, że nie wygarnęłam chłopakowi wszystkiego co zamierzałam. Jednak na
myśl o celnym ciosie uśmiechnęłam się lekko. Zasłużył.
Przekręciłam klucz w drzwiach i niemal bezdźwięcznie
dostałam się do środka. Równie cicho
zdjęłam buty i kurtkę. Przeszłam do salonu, gdzie swoją obecnością zaskoczył
mnie dziadek.
-Dziadku?- spytałam sięgając po telefon, by sprawdzić, która
godzina. Było po północy.- Dlaczego nie śpisz?
-Chuchnij.- skinął na mnie bym podeszła.
-Przecież wiesz…- zaczęłam z
uśmiechem na czym staruszek odpowiedział mi tym samym.
-Dobra, dobra. Zmykaj już.
Wskoczyłam na schody i po chwili znalazłam się już w swoim
pokoju. Opadłam bezwładnie na łóżko czując jak całe napięcie ze mnie uchodzi. Nie
tak miało być. Myślałam o Ellie, a moje ręce błądziły po twarzy. Myślałam, że
będziemy mogły się zaprzyjaźnić. Jednak zaskakująco szybko ze mnie
zrezygnowała. Jak widać zasada nr 5 (ostrożnie dobiorę osoby, którym będę mogła
zaufać i obdarzyć chociaż namiastką przyjaźni) weszła już w życie.
Sturlałam się na ziemię i powoli wyciągnęłam z szafy piżamy
i szlafrok. Niemal nie odrywając stóp od podłogi udałam się do łazienki.
Odkręciłam kurek i obserwowałam jak woda powoli wypełnia wannę. Odrobina
czekoladowego płynu do kąpieli wytworzyła ogrom piany, w której bez wahania się
zanurzyłam. Po 30 minutach bezskutecznych prób wyrzucenia z głowy widoku płaczącej
Ellie, ale także B.I, postawiłam mokre stopy na kafelkach i wycierałam
delikatnie swoje ciało uważnie mu się przyglądając. Nie byłam w 100% z niego zadowolona. Mogłam trochę
bardziej przyłożyć się do treningu mięśni brzucha, jednak nie było tak źle.
Byłam szczupła, a moje kształty były wystarczająco kobiece. Gdy już skończyłam
wieczorną, a raczej nocną toaletę, otuliłam się ciepłą kołdrą z telefonem w
ręce. Ustawiłam budzik i odłożyłam urządzenie na półkę. Parę sekund później
usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości.
„Zasada nr 6. Złamana.”
*Zasada nr 6- Nie zwrócę na siebie zbytniej uwagi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz