poniedziałek, 9 lutego 2015

V

Sky
Dlaczego mnie okłamałaś?- zapytałam najłagodniej jak tylko mogłam.- B.I…
-Przepraszam.- Ellie spojrzała na mnie.- Nie jest mi łatwo mówić o uczuciach.
Uśmiechnęłam się do niej. Nie czułam  żalu. Jestem w identycznej sytuacji. Sama wątpię, czy powiedziałabym jej o tym, że mi się podoba. Na szczęście tak nie jest. Chociaż dzisiaj wygląda… tak samo jak ostatnio. Wciąż tak samo idealnie. Stop! Nie mogę myśleć o miłości mojej… kandydatki na przyjaciółkę.
-W porządku.- przytuliłam ją.- Idę po coś do picia.
B.I 
Nie chciałem tam jechać. Mój dzisiejszy humor nie należał do najlepszych. Jednak ten idiota nadal wie jak mnie przekonać. W sumie, gdy drzwi domu małej Ellie  otworzyły się, miałem ochotę nawet mu podziękować. Co za widoki na powitanie.  Sky wyglądała naprawdę uroczo. Gdy dolna warga opadła nieco w dół kontrolowałem śmiech, pozwalając jedynie na pokazanie śnieżnobiałych zębów. Co prawda chciałem co innego zrobić z jej ustami, ale połączyłem je jedynie w jedność. Podobała mi się, ale co zaprzątało moją głowę to chęć zobaczenia tej ślicznej buźki w furii. W końcu coś obiecałem.
-Co jej powiedziałeś?- Bobby stanął obok mnie, a ja cierpliwie czekałem na odpowiedź skanując tańczące dziewczyny.
-Że ładnie wygląda.- odparł, a ja niekontrolowanie zacisnąłem pięść. Nigdy nie wchodziliśmy sobie w paradę. Nie miałem go jednak a co winić, nie miał pojęcia o moich zamiarach.- A co, nie?
-Przeciętnie.- przewróciłem oczami. Nie kłamałem. Mogła lepiej się wystroić. Lubię dziewczyny w sukienkach.
Zmarszczyłem delikatnie czoło widząc podążającą w moim kierunku Haley. Cholera, denerwowała mnie. Była atrakcyjna, trzeba przyznać, ale … pusta? Dobre słowo. Chociaż rzeczywiście można powiedzieć, że jestem bez uczuć, nie potrzebowałem dziewczyny, która lgnie do mnie, prosząc tylko i wyłącznie o bliskość. Tak naprawdę nie potrzebowałem żadnej.
-B.I!- krzyknęła, a ja dopijając resztki napoju odwróciłem się i ruszyłem w zupełnie inną stronę. Nagle… BUM.
Wpadłem na Ellie. Kurwa. Jeszcze brakuje, żeby mi się tu rozryczała. Rzeczywiście siła zderzenia mogła ją lekko uszkodzić, ale ja nie miałem ochoty klepać ją po ramieniu i pocieszać jak małe dziecko, które właśnie zgubiło ukochaną zabawkę.
-Wszystko OK?- rzuciłem.
-T-tak.- wymamrotała. Podniosła na mnie wzrok  i strasznie się speszyła. W końcu jej oczy powędrowały w innym kierunku. Również tam spojrzałem widząc bacznie obserwującą nas Sky. Czyżby była zazdrosna? Kąciki moich ust powędrowały do góry. Dziewczyna natomiast zorientowała się, że prześwietlam ją przenikliwym wzrokiem. Szybko odwróciła się. To było urocze. Potem przystała na propozycję przypadkowego kolesia i zaczęła z nim tańczyć. A to już było wkurwiające.
-Na pewno?- zwróciłem się do Ellie starając się brzmieć jak najbardziej przekonująco. Dla efektu sięgnąłem po kosmyk jej włosów i założyłem delikatnie za ucho. Poczułem, że jej serce mało nie wyskoczy z piersi. Chyba naprawdę się zakochała.
Nie lubiłem babrać się w uczucia. Te wszystkie gadki, porady specjalistów , żeby mówić co leży na sercu.  Ich śnieżnobiały uśmiech i pewność siebie prędzej przekonałaby mnie do kupienia pasty do zębów niż zmiany osobowości. Dlatego nie bawiłem się dziewczynami, bo te, z którymi miałem styczność uczuć nie posiadały. Może nawet to nawet lepiej…
Odwróciłem się na chwilę próbując namierzyć obiekt moich wyszukanych żartów. Nigdzie jej nie było. Ellie również zniknęła. Zapewne pobiegła już do swojej przyjaciółki opowiedzieć co się wydarzyło. Szkoda tylko, że nie było to szczere. Ruszyłem w kierunku kanapy, gdzie Bobby jak widać świetnie bawił się w towarzystwie. Usiadłem na oparciu sofy, a brunet podał mi kubek.  Siedzieliśmy tak przez chwilę rozmawiając o niczym specjalnym. Później zakrywałem uszy przed dzikimi wrzaskami nastolatek, gdy Bobby podwinął do góry swój podkoszulek.
-Już wystarczy.- burknąłem, a entuzjazm dziewczyn wcale nie malał.
-Chcesz pomacać?
-Wole coś wyżej i u innej płci.- odparłem wywołując śmiech u chłopaka.
Nagle zauważyłem Sky kierującą się w stronę kuchni. Nerwowo wciąż poprawiała włosy i  intensywnie kogoś szukała.  Mijała właśnie kanapę, gdy chwyciłem jej nadgarstek. Zdziwiona cofnęła się o kilka kroków stając prosto przede mną.
-Co?!- spytała unosząc brwi do góry.
-Dlaczego tak nerwowo?
-Dlaczego tak chamsko? Nie odpowiada się pytanie na pytanie.- odparła już spokojniej kładąc wolną dłoń na biodrze.
-Odpowiada się na moje pytanie.
Przewróciła oczami i już by mnie zignorowała, gdyby nie mój solidny uścisk, który przyciągnął ją bliżej. Jej oczy powiększyły się kilkakrotnie eksponując brązowe tęczówki.
-Jakiś problem?- spytałem rozbawiony.
-Tak.- jej ton głosu widocznie się łamał. Po czym próbując zachować pewność siebie dorzuciła.- Mianowicie… Ty.
Ostatnie słowo wypowiedziała na tyle głośno, by odwrócił się Bobby i siedzące przy nim wielbicielki. Sky spojrzała na nich niepewnym wzrokiem. Zaczęła się szarpać jednak wydostanie się z mojego uścisku nie należało do najłatwiejszych.
-Puścisz mnie?- spytała zaciskając zęby.
Wtedy drugą dłoń położyłem na jej biodrze i przyciągnąłem tak, że znalazła się między moimi nogami. Odruchowo położyła rękę na mojej klatce piersiowej, jednak, gdy zauważyła, że patrzę na nią dość chłodno, zaraz ją cofnęła delikatnie się rumieniąc.
-Teraz już tak.- szepnąłem obracając się w stronę schodów, gdzie stała Ellie.
Dziewczyna również spojrzała w tę stronę i głęboko westchnęła. Puściłem jej dłoń, a dosłownie parę sekund później znalazła się przy blondynce. Ta ze łzami w oczach, kręciła głową i wskoczyła na schody, a za nią Sky.
Sky 
-Ellie, poczekaj!- krzyczałam biegnąc za nią. Dotarłyśmy na piętro. Dziewczyna zniknęła za jednymi z drzwi donośnie nimi trzaskając.- Porozmawiaj ze mną!
Bez pukania weszłam do pokoju gdzie na łóżku siedziała załamana dziewczyna. Podeszłam bliżej i kucnęłam.
-Nie wiem dlaczego on to zrobił.- zaczęłam.- Przecież wiesz, że uważam go za debila…
-Ale ja kocham tego debila!- wybuchnęła, a ja z zaskoczenia niemal nie wywróciłam się na tyłek. To zupełna inna Ellie. Ta cicha, drobna blondynka zniknęła.
Odgarnęłam włosy do tyłu, zaczerpnęłam powietrza i położyłam dłoń na kolanie. Jak się spodziewałam zaraz ją strąciła. Czułam się źle. Nie chciałam, by mnie krzywdzono, ale również nie planowałam zrobić tego komuś zupełnie niewinnemu, jak Ellie.
-Przecież widziałaś, że to on mnie trzymał. Nie miałam jak…
-Jak się uwolnić?- przerwała mi.
-Tak! Dokładnie tak!
-Nie wierzę…- podniosła głowę, bym mogła zobaczyć łzy spływające po jej policzku. Było mi jej żal, ale z każdym słowem przez nią wypowiedzianym narastało we mnie zupełnie inne uczucie. Gniew.  Zdawałam sobie sprawę, że widok mnie i B.I mógł ją zranić, jednak to nie moja wina. Nie mogę odpowiadać za kaprysy tego chłopaka.
-Opowiedziałam ci wszystko. Wszystko! Jak przejął się, gdy na mnie wpadł… Każdą drobnostkę. Tylko po to, by później cię z nim zobaczyć.
-Wiesz co? Myślałam, że dasz mi wytłumaczyć.- wstałam. – Ale jak widać nie mam czego szukać.
Zanim wyszłam odwróciłam się jeszcze z nadzieją, że zmieni swoje zdanie. Nadzieja matką głupich. Wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami. Schodziłam powoli po schodach i żaliłam się w duszy jakiego mam pecha. Wtedy w mojej głowie pojawił się obraz B.I, trzymającego mnie blisko siebie. Zrobił to specjalnie! Cały czas wiedział, że Ellie na nas patrzy!
Szukałam go wzrokiem po salonie pełnym gości, chociaż gospodyni już dawno zakończyła imprezę. Ścisnęłam dłoń w pięść i podeszłam do bruneta, gdy wreszcie znalazłam go w tłumie.
-Chodź.- powiedziałam. 
Chłopak wciąż stał niewzruszony, jednak chwilę później czułam, że mnie śledzi. Wyszliśmy na patio. Było dość zimno jednak nie przejmowałam się tym. W mojej krwi buzowała adrenalina i niecierpliwość, by w końcu mu wygarnąć. Przez mój umysł przelał się potok słów, jednak nie wypowiedziałam żadnego. Żadne z nich nie opisywało za kogo go uważałam. Nawet nie wiem kiedy moja dłoń wylądowała na jego policzku, a spod skóry wydostał się dźwięk uderzenia. Chyba było mocne.
-Wiedziałeś.- dałam upust najsilniejszym emocjom  przez co mój głos brzmiał spokojniej.
-Brawo, Sherlocku.
-Jesteś…
-Dupkiem?- wtrącił się.- Tak, a ty złamiesz wszystkie swoje zasady, pamiętasz?
-Nie masz swoich?
-Nie.- odparł krótko i przerażająco chłodno.
-Daj już z tym spokój!- krzyknęłam , ale kilka sekund później zamilkłam widząc, że podchodzi do mnie bliżej.
Moje plecy oparły się o ścianę domu i nie mogłam już zrobić ani kroku do tyłu. Powoli nad moim ciałem dominację przejął strach. Uniósł prawą rękę, a ja odruchowo zacisnęłam powieki.
-Myślałaś, że cię uderzę?- zapytał, a ja nie pewnie otworzyłam oczy. Jego ręka opierała się tuż nad moją głową.- Spokojnie, mam zas…
-Zasady?- podniosłam na niego wzrok. Zobaczyłam lekkie zmieszanie.
-Mówiłem już. Nie mam ich.
Staliśmy tak przez chwilę. Wiedziałam, że na mnie patrzy. Czułam się z tym wyjątkowo źle i marzyłam, by w końcu coś odwróciło jego uwagę. Wpatrywałam się w jego tors i ramiona. Poczułam wyraźny męski zapach.
-Hanbin, spadamy!- zza drzwi pojawił się Bobby, a ja miałam ochotę rzucić mu się na szyję w podzięce. B.I jednak ani drgnął.- Stary!
Wreszcie cofnął się i zniknął wraz z przyjacielem.
Nie widziałam najmniejszego sensu, by zostać na imprezie. Znalazłam z niemałym trudem moją kurtkę i wyszłam na ulicę. Było ciemno, lecz lampy przyjemnie i nastrojowo oświetlały całe sąsiedztwo. Włożyłam ręce do kieszeń i podążałam w kierunku mojego domu. Na twarz wkradł się grymas. Żałowałam, że nie wygarnęłam chłopakowi wszystkiego co zamierzałam. Jednak na myśl o celnym ciosie uśmiechnęłam się lekko. Zasłużył. 
Przekręciłam klucz w drzwiach i niemal bezdźwięcznie dostałam się do  środka. Równie cicho zdjęłam buty i kurtkę. Przeszłam do salonu, gdzie swoją obecnością zaskoczył mnie dziadek.
-Dziadku?- spytałam sięgając po telefon, by sprawdzić, która godzina. Było po północy.- Dlaczego nie śpisz?
-Chuchnij.- skinął na mnie bym podeszła.
-Przecież wiesz…- zaczęłam z  uśmiechem na czym staruszek odpowiedział mi tym samym.
-Dobra, dobra. Zmykaj już.
Wskoczyłam na schody i po chwili znalazłam się już w swoim pokoju. Opadłam bezwładnie na łóżko czując jak całe napięcie ze mnie uchodzi. Nie tak miało być. Myślałam o Ellie, a moje ręce błądziły po twarzy. Myślałam, że będziemy mogły się zaprzyjaźnić. Jednak zaskakująco szybko ze mnie zrezygnowała. Jak widać zasada nr 5 (ostrożnie dobiorę osoby, którym będę mogła zaufać i obdarzyć chociaż namiastką przyjaźni) weszła już w życie.
Sturlałam się na ziemię i powoli wyciągnęłam z szafy piżamy i szlafrok. Niemal nie odrywając stóp od podłogi udałam się do łazienki. Odkręciłam kurek i obserwowałam jak woda powoli wypełnia wannę. Odrobina czekoladowego płynu do kąpieli wytworzyła ogrom piany, w której bez wahania się zanurzyłam. Po 30 minutach bezskutecznych prób wyrzucenia z głowy widoku płaczącej Ellie, ale także B.I, postawiłam mokre stopy na kafelkach i wycierałam delikatnie swoje ciało uważnie mu się przyglądając. Nie byłam w  100% z niego zadowolona. Mogłam trochę bardziej przyłożyć się do treningu mięśni brzucha, jednak nie było tak źle. Byłam szczupła, a moje kształty były wystarczająco kobiece. Gdy już skończyłam wieczorną, a raczej nocną toaletę, otuliłam się ciepłą kołdrą z telefonem w ręce. Ustawiłam budzik i odłożyłam urządzenie na półkę. Parę sekund później usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości.
„Zasada nr 6. Złamana.”
*Zasada nr 6- Nie zwrócę na siebie zbytniej uwagi.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz