środa, 11 lutego 2015

VIII

Sky
Ciężki plecak obcierał moje ramię, gdy pokonywałam już ostatnie metry przed bramą szkoły. Wiedziałam, że parę osób zdążyło już popatrzeć na mniej w mniej lub bardziej przyjazny sposób. Centrum ludzkiej uwagi nie było dla mnie dobrym miejscem. Wiedziałam o złamanej zasadzie, ale równie oczywiste było to, że nie mogę się poddać po pierwszym niepowodzeniu. To pierwsze miało być ostatnim. Na pewno ostatnim spowodowanym przez Hanbina.
Weszłam do budynku i kierowałam się w stronę schodów. Nie pamiętałam numeru sali, w której miałam mieć angielski, więc rozejrzałam się w poszukiwaniu tablicy z rozpiską wszystkich zajęć. Przedarłam się przez tłum dziewczyn, które jak zawsze wyglądały idealnie i sprawiały, że czułam się co najmniej nieatrakcyjnie. Nienawidziłam tego uczucia. Tego, że byłam gorsza i gdybym nawet założyła najdroższą kreację z najbardziej prestiżowego butiku, wciąż  nie wyglądałabym tak dobrze.
Gdy wreszcie dotarłam do korkowej tablicy, wędrowałam palcem po tabeli wyszukując swojego grafiku. Obróciłam się na pięcie i po drugiej stronie holu zobaczyłam B.I. Obserwował każdą dziewczynę przechodzącą obok, a one posyłały w jego kierunku maślane spojrzenia. Żałosne.
W końcu spojrzał na mnie, a ja spięłam wszystkie możliwe mięśnie twarzy, by nie pojawił się na niej żaden grymas. Minęłam chłopaka pewnym krokiem. Jeszcze zanim zniknęłam za ścianą spojrzałam  na bruneta jeszcze raz. Nie rozczarował mnie. Lustrował kolejną piękną uczennicę.
 Byłam wściekła. Nawet nie mógł sobie wyobrazić ile kosztowała mnie ta obojętność. Nie łatwo było mi zachować zimną krew, zwłaszcza po tym, jak potraktował mnie ostatnio. Teraz stanowiłam jedynie szarą przerwę pomiędzy szkolnymi pięknościami. W mojej głowie powoli zaczęła rodzić się iskierka nadziei w to, że ta głupia obietnica była jedynie żartem i wystarczająco zniechęciłam go do siebie.
Dotarłam pod salę, gdzie na ławkach siedziało już kilku chłopców czekając na zajęcia. Szukałam Ellie, która, jak już zdążyłam się zorientować, przychodziła zawsze grubo przed czasem.
Zadzwonił dzwonek.
Zobaczyłam biegnącą przez korytarz dziewczynę. Trzymała w jednej ręce rozpiętą torbę, z której cała zawartość z łatwością mogła wysypać się na ziemię. Minęła mnie obojętnie, zupełnie tak, jak ja Hanbina. Świetnie, teraz będziemy się ignorować.
-Siadajcie.- poleciła nauczycielka poprawiając na nosie stylowe okulary.
-Dobrze, że mam gdzie.- burknęłam cicho pod nosem widząc jak blondynka celowo ustawiła na krześle obok skórzaną torbę.
Westchnęłam i udałam się do przedostatniej wolnej ławki w rzędzie obok. Wyciągnęłam notes i przeliczyłam się sądząc, że będę w staniu skupić się na lekcji.
Jakieś dwa metry obok siedziała osoba, której nienawiść do mnie skutecznie zagęszczała powietrze, utrudniając oddychanie.

                                                ***
Stołówka pękała w szwach. Zaciskałam palce na plastikowej tacce i wyciągając szyję rozglądałam się za wolnym stolikiem. Jakby na złość każdy był zajęty, a ssanie w żołądku dawało się coraz mocniej we znaki. Spojrzałam jeszcze na piętro, gdzie rozpoznałam Bobby’iego objadającego się frytkami, jakąś dziewczynę i zapewne Hanbina, który odwrócony był do mnie tyłem. Nagle zauważyłam jak uśmiechnięty brunet prześwietla mnie wzrokiem i rozchyla lekko usta.
-Hey!- Bobby krzyknął już poważnie, a ja zsunęłam kanapkę zapakowaną w biały papier do plecaka i szybko chwyciłam kubek zielonej herbaty.
Niemal z prędkością światła wyszłam z ogromnej stołówki po drodze obijając się o umięśnione ramiona wchodzących właśnie futbolistów. Na korytarzu było o wiele spokojniej i to mi się podobało. Znalazłam pustą ławkę ustawioną pod szklanymi oknami stanowiącymi jedną wielką przeźroczystą ścianę. Postawiłam gorący kubek na ziemi i zaczęłam grzebać w plecaku w poszukiwaniu swojego śniadania.
-Nie odpisałaś.
Odwróciłam się szybko słysząc doskonale mi znany męski głos. Pod ścianą stał B.I poprawiając włosy, które uroczo opadały mu na czoło.
Nie spotkał się z pożądaną odpowiedzią. A tak dokładniej, nie spotkał się z żadną. Jaka szkoda.
 Z niemałym trudem oderwałam wzrok od chłopaka ubranego w luźną granatową bluzę i czarne spodnie. Przeczesał palcami włosy, a mój oddech na chwilę się zatrzymał. Wyglądał tak idealnie i męsko chociaż byłam pewna, że sięgnął po pierwsze lepsze ubrania z szafy.
-Nie odpisałaś. - powtórzył, a ja zacisnęłam palce na szelce od plecaka, by zachować spokój.
Hanbin przysiadł się obok rozkładając szeroko nogi, tak że jedna z nich stykała się z moją. Chciałam się odsunąć, gdy złapał mnie za rękę. Sam zmienił pozycje siadając okrakiem na ławce i lustrując mnie wzrokiem.
-Następnym razem nie wystawiaj mojej cierpliwości na próbę.- warknął poważnie, a ja śledziłam tylko ruchy jego malinowych warg.
-Następnym razem do mnie nie podchodź.
B.I zmarszczył czoło, wstał i pochylił się nade mną.
- Sama przyjdziesz.- mruknął w moje włosy w między czasie kładąc dłoń na kolanie.
Nienawidziłam go. Jego bezczelność i arogancja sprawiały, że bez wahania mogłam tak mówić. Jednak wyglądał, patrzył i nawet pachniał w taki sposób, że jeszcze chwila i oszalałabym z powodu jego bliskości.
Wyprostował się i zanim odszedł nie omieszkał potrącić stojącego na ziemi kubka z herbatą.
Dupek.
                                          ***

 Uwielbiałam zostawać w domu sama.  Podgłaśniałam wtedy muzykę i nie zwracając uwagi na to, że mowa mojego ciała mówiła stanowcze "nie" od czasu do czasu robiłam piruet. Właśnie po świeżo wykonanym ruchu wpadłam do kuchni. Usiadłam na wyspie zastanawiając się co zaraz stanie się moją przekąską. Zeskoczyłam z blatu i sięgnęłam po opiekacz, po drodze wyjmując pieczywo oraz ser. Gdyby teraz babcia była w domu walczyłaby ze mną o schowanie sprzętu do szuflady, gdyż jak sądziła: "Sam tłuszcz. Zero witamin". Uśmiechnęłam się lekko wyobrażając sobie wspierającego mnie w tym sporze dziadka, który w zamian za to ukradłby mi parę tostów.
 Dzisiaj wyszli do kina. Niemal siłą wystawiłam ich za próg. Należy im się chwila wytchnienia. Zwłaszcza, gdy dopiero co się przeprowadziliśmy. Uważają teraz, że wszystkie problemy zostawiłam za sobą. I chociaż mają rację, czuję, że to wszystko wróci. Wróci ze zdwojoną siłą.
Tymczasem delikatny dym unoszący się nieco nad opiekaczem dał znać, że moje kanapki są już gotowe. Wyłożyłam je na talerzyk łapiąc pieczywo dwoma palcami. Trzymając w jednej ręce swój posiłek przeszłam do otwartego na kuchnię salonu. Położyłam się na sofie i zmieniłam kanał z muzycznego na jakiś serial powtarzany już z rzędu kolejny sezon. Zajadałam się tostami, przeżywałam na ekranie losy wielopokoleniowej rodziny i było na prawdę świetnie. Czasem potrzebowałam przerwy. Po prostu tego, żeby wokół mnie nie było żadnych ludzi.
Po chwili, przez głośną kłótnię bohaterów serialu, którzy jak zwykle spierali się w kwestii życia i śmierci, przebił się dzwonek do drzwi. Odłożyłam talerzyk na czarną ławę i pokonując dwa schodki zatrzymałam się w korytarzu przed wielkim lustrem. Przełożyłam rozpuszczone włosy na jedną stronę. Poprawiłam jeszcze luźną koszulkę, która odkrywała jedno ramię i będąc przekonana, że dziadkowie zapomnieli kluczy, otworzyłam drzwi. 
- Nawet z jedzeniem sobie nie radzisz.- B.I stał niemal w progu, a zanim zdążyłam zareagować jego kciuk dotknął kącika moich ust strącając okruszek.
Przestraszyłam się i zrobiłam krok do tyłu. Chłopak uśmiechnął się lekko, a ja zauważyłam, że obok niego stoi dość duże kartonowe pudełko.
- Po co przyszedłeś?- spytałam pokonując próg.
Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie stanowczo. Nie miałam zamiaru wpuszczać go do środka.
- Też się cieszę ,że cię widzę.- powiedział chłodno wkładając ręce do kieszeń. Zlustrowałam go przenikliwym wzrokiem, który później utkwiłam w pudełku.
- Co…
- Prezent.- przerwał mi, świadomy jak bardzo mnie to denerwuje.
- Z jakiej…
- Powiedzmy, że…- odetchnął głęboko jakby to, co zaraz powie, wymagało niemałego wysiłku.- na przeprosiny.
Tego się nie spodziewałam. Byłam w szoku i każdy mięsień na mojej twarzy to ukazywał.
- Daj spokój.- nagle schylił się po pudełko, podniósł je ostrożnie i zbliżył się bardzo blisko.- Wpuścisz mnie?
Nie mam pojęcia dlaczego uległam. Otworzyłam drzwi i przepuściłam w nich chłopaka, który wchodząc zdjął kaptur. Poprawił swoje czarne kosmyki i muszę przyznać, że wyglądał cholernie seksownie.
-Dlaczego…- zaczęłam.
-Zaraz zobaczysz.- znów wtrącił się połowie zdania, a moje piąstki zacisnęły się z wielką siłą.
Hanbin rozsiadł się na kanapie i bez zastanowienia chwycił za tost.
A więc…- mówił, w między czasie przełykając kawałek kanapki, nie omieszkując oblizania swoich pełnych warg.- Chodź, to ci pokażę.
Stałam z założonymi na piersiach rękami i uniosłam kpiąco brwi. B.I znów na mnie skinął, a jedna z moich cech- ciekawość- wzięła górę. Powoli i niepewnie stawiałam kolejne kroki zupełnie jakbym nie była w swoim domu. Chłopak patrzył na mnie z rozbawieniem. Bardzo śmieszne…
- Dzisiaj?- pośpieszył mnie.
Parę sekund później znalazłam się obok sofy, na której siedział. Pokazał palcem, bym nachyliła się powoli wzniecając jedynie moją ekscytację. Gdy, tak jak polecił, zbliżyłam swoją twarz, poczułam na brzuchu jego silne ramię, które owinęło się wokół mojej talii.
Przyciągnął mnie do siebie tak, że wylądowałam wprost na jego kolanach.
-Cii…- szepnął, gdy zaczęłam się wiercić.
Przeciągnął moje włosy do tyłu odkrywając nagie ramię. Wkrótce poczułam na nim przeszywający dreszcz przyspieszający moje serce do maksymalnych obrotów.
-Pokażę ci.- zapewnił i włożył swoje ręce pomiędzy moje opadające swobodnie ramiona i przyciągnął karton.
B.I
Położyłem swój podbródek na miękkiej skórze ramienia Sky. Delektowałem się jej zapachem i miękkością włosów, które otulały mój policzek. Czując jej zdenerwowanie postanowiłem dłużej nie trzymać dziewczyny w niepewności i powoli otworzyłem pudełko.
-Oh!- niemal pisnęła, jednak szybko zakryła dłonią usta.
Zeskoczyła z moich kolan, które już zdążyły przyzwyczaić się do jej ciała.
-Hanbin!- krzyknęła poważnie kładąc dłonie na swoich biodrach.- Co Ty sobie wyobrażasz?!- pytała gestykulując.
Włożyłem dłonie do pudełka, by po chwili wyciągnąć z niego czarno-białego, puchatego psiaka rasy husky. Szczeniak położył mi się na kolanach wtulając w granatowy T-shirt.
- Widzisz? Tak powinnaś zrobić.- rzuciłem, głaskając zwierzaka, który przesypiał 3/4 swojego życia.
- Bądź poważny! To nie jest rzecz, którą daje się ot tak!- położyła dłoń na swoim rozpalonym czole.- Pomyślałeś o moich dziadkach?!
Nie pomyślałem. Nie brałem tego nawet pod uwagę. Nie wiedziałem, że tak zareaguje. Skoro zamierzała chodzić do tego pieprzonego schroniska musiała przecież chcieć swojego kundla.
- Dobra…- podeszła do mnie i kucnęła.- Pokaż to cudo.
Oderwałem od siebie psa, a Sky wzięła go w ramiona.
-On?- spytała.
-Ona.- puściłem do niej oczko, na które zareagowała uśmiechem. Pięknym uśmiechem.
Poświęcała szczeniakowi całą swoją uwagę, a ja tylko obserwowałem jak cały czas przytula go do siebie. 
-Jest śliczna.- stwierdziła, całując ją i podnosząc wzrok na mnie. Wyglądała na szczęśliwą.
-Wiem.
-Ale gdzie mogę ją trzymać? Dziadkowie nie mogą się dowiedzieć.
-No nie wiem… w akwarium.- odparłem.
Sky nagle zaśmiała się i wypuściła z objęć suczkę. Wstała wciąż chichocząc.
-Co?- warknąłem zdezorientowany.
-Nic. Po prostu to chyba najdłuższa nasza rozmowa, kiedy mi nie przerwałeś.
Poderwałem się z kanapy i podszedłem do kuchennej wyspy, którą dziewczyna zdążyła już minąć. Odsunęła szufladę, wyciągnęła małą plastikową miseczkę i nalała do niej wody. Rozglądała się za psem, który ciągle znikał za jakimś meblem. Wkrótce sunia sama pojawiła się przy nas i mlaskała rozchlapując wodę na wszystkie strony.
-W sumie…- zaczęła.- Jest schowek, do którego dziadek na razie nie planuje zaglądać. Do czasu, gdy nie wymyślę jak im to wytłumaczyć, wydaje mi się, że może być w porządku.
-Czasem potrafisz coś wymyślić.
-Często , nie czasem! Ty po prostu zawsze mi przerywasz!- pokręciłem głową próbując ukryć swoje rozbawienie.
-Gdzie ten schowek?- spytałem biorąc zwierzaka na ręce.
-Chodź.                                                                     
Wyszedłem za nią na dwór, gdzie zrobiło się już nieco zimniej. Szliśmy po wąskiej ścieżce  między świeżo zasadzonymi krzewami. Obserwowałem jak stawia ostrożnie każdy krok, a jej nagie stopy wypadały z trampek. Od czasu do czasu odwracała się z łagodnym uśmiechem jakby bała się, że znikniemy.
-Ta-da!- krzyknęła, wskazując na niewielki drewniany budynek.
-To jest ten apartament?- warknąłem.
-Wybacz, nie pomyślałam, że możesz podarować mi psa.- odparła sarkastycznie zabierając ode mnie szczeniaka.
Nacisnęła klamkę i chyba była równie zaskoczona. Wnętrze było całkiem w porządku. Sky znalazła nawet kilka koców, z których uformowała legowisko. Usiadła na starym krześle, które niepokojąco się chwiało.
-Zaraz się wywalisz.- warknąłem lustrując stary mebel, sprawiający wrażenie sklejonego klejem biurowym.
-Wabi się jakoś?- zapytała gładząc suczkę po pyszczku.
-Myślałem nad Hope.
-Hope?
-Nie ważne.- odparłem surowo.- Jest twoja, nazwij ją jak chcesz.
-Nie. Podoba mi się.
Wzruszyłem obojętnie ramionami i skierowałem się do wyjścia.
-A więc…- odwróciłem się na dźwięk jej głosu.- Dałeś mi nadzieję.
(Hope- z j. angielskiego- nadzieja)

1 komentarz:

  1. omg, ten rozdział jest mega słodki <3
    awww, jak dotychczas to jest mój ulubiony rozdział~! <3

    słodko *-*
    weny życzę : **

    OdpowiedzUsuń